logo
Środa, 16 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok A - 28 niedziela zwykła

Nieprzyjęte zaproszenie
Ks. Tomasz Raćkos SDS 2005-10-09
Iz 25,6-10; Flp 4,12-14.19-20; Mt 22,1-14

Żyjemy w czasach nie tylko szybko zmieniających się technologii, ale także zanikania, albo rozbudowywania znaczeń poszczególnych wyrazów. Uroczyste słowo "uczta", którym posługiwał się prorok Izajasz, obecnie często zastępowane jest określeniem "przyjęcie", "biesiada" lub "party". Natomiast pora tradycyjnego obiadu, coraz odważniej zastępowana jest określeniem "lunch". Zmieniają się przepisy kulinarne i sposób spożywania posiłków. Zwracamy uwagę przede wszystkim na jakość i ilość przyjmowanego pokarmu, uważając, że od składników spożywczych uzależniony jest stan zdrowia i dobre samopoczucie.

Jednak wspólne siadanie za stołem lub sama obecność na uczcie to nie tylko spożywanie pokarmu, to przede wszystkim okazja do spotkania drugiego człowieka. Któryś ze współczesnych obserwatorów życia społecznego zauważył, że "moda na fast-food psuje nie tylko żołądki, ale też styl relacji międzyludzkich". Mówiąc inaczej: psuje zmysł smaku właściwy podniebieniu i zmysł smaku właściwy umysłowi. Ponieważ pokarm we wszystkich cywilizacjach nie jest jedynie środkiem do przeżycia, ale także wspaniałym narzędziem komunikacji międzyludzkiej. Dopiero kiedy uwzględnimy "pokarm" i "dialog" jako dwa powiązane ze sobą wymiary uczty, zaczynamy bardziej rozumieć przypowieść Jezusa z dzisiejszej Ewangelii i postawę jej bohaterów.

Wydaje się, że problemem nie było samo przyjęcie, rozumiane jako okazja do zabawy i gustowania wyśmienitych potraw, które zostały uprzednio przygotowane. Nie sam stół stawał się problemem, ale spotkanie z kimś takim jak król.

Podobnie dla przywódców Narodu Wybranego sprzed 2000 lat, prawdziwym problemem nie była mądrość Jezusa z Nazaretu, jego pochodzenie czy styl życia. Problemem było głoszone przez Niego Królestwo i nieunikniona konieczność zmiany dotychczasowego sposobu myślenia i hierarchii wartości. Przypomnijmy, że ostatecznym argumentem za ukrzyżowaniem Jezusa było nie dobro lub cudowne uzdrowienia, które czynił, lecz Królestwo, które głosił.

Zdaje się, że bardzo podobne motywy odmowy uczestniczenia w uczcie towarzyszyły bohaterom Ewangelii. Każdy z nich tak naprawdę chciał uniknąć osobistej konfrontacji z królem, który mógł zapytać o tzw. "sprawy niewygodne". Dlatego najprostszym rozwiązaniem było poszukanie dyplomatycznej "wymówki".

Pierwszy usprawiedliwiał się "polem", rolą, którą uprawiał. Praca rolnika również dziś uzależniona jest od pory roku, warunków klimatycznych i odpowiedniej pogody. To sama przyroda wyznacza rytm pracy gospodarza. Ów człowiek z przypowieści może reprezentować tych, którzy niestety nie są panami swojego czasu, tzn. ludzi ciągle zaskakiwanych i niesionych przez zewnętrzne okoliczności życia. Mimo, że tacy ludzie angażują się na wielu płaszczyznach, niestety nie potrafią przejąć steru życia we własne ręce. Przyzwyczaili się do takiego stylu i boją się jakichkolwiek zmian.

Drugi z bohaterów skoncentrowany był na "kupiectwie". Mówiąc współcześnie, był właścicielem dobrze prosperującej firmy, przynoszącej dochody. Ciężka praca wypełniała mu codzienny program dnia. Jednak mimo osiąganych sukcesów, był człowiekiem, który nie potrafił się zatrzymać. Raczej śmiał się, a może nawet gardził tymi, którzy odpoczywają zasiadając wspólnie przy stole. Życiem kupca kierowało prawo rynku, obce mu było prawo serca.

Wreszcie najtragiczniejszą okazała się ostatnia grupa zaproszonych. To ludzie, którzy przerazili się słysząc o uczcie. Chyba tylko jakiś głęboko zakorzeniony lęk przed spotkaniem z królem pchnął ich do rękoczynów, a nawet do morderstwa. Przecież tym razem król nie domagał się  ani plonów z winnicy, ani zaległych podatków. Chciał tylko spotkać się ze swoimi poddanymi. Może przygotowując ucztę chciał w ten sposób dowartościować zaproszonych, okazać im swoje zainteresowanie. Jednak zaproszeni woleli zostać sami ze swoimi problemami. Nie wierzyli, że ktokolwiek, a tym bardziej ktoś taki jak król, może zmienić ich sytuację. Nie chcieli rozmawiać o tym, co ich boli, wybrali drogę agresji, brutalności i izolacji.

Zapewne w każdym z nas, w każdym z zapraszanych dzisiaj na Ucztę Eucharystyczną można by odnaleźć jakieś podobieństwo do bohaterów ewangelicznej przypowieści. Kiedy w polskich miastach, na zaludnionych osiedlach, w październikowy wieczór zapalane są świece na ołtarzach Uczty Eucharystycznej, równocześnie w niezliczonych oknach mieszkań zapalane jest światło przypominające o gospodarzach, którzy nie znaleźli czasu dla Króla, bo korzystają z tzw. "prawa do odpoczynku", śledząc telewizyjne seriale, chłonąc reklamy lub adorując wydarzenia sportowe. O ludziach którzy muszą pilnować własnych interesów albo nie mają odwagi szukać odpowiedzi na trudne pytania. Być może dlatego w wielu osiedlowych świątyniach zdecydowanie więcej jest ławek niż uczestników niezwykłej Uczty.

Jezus Chrystus posługując się obrazem uczty w nauczaniu o Królestwie Bożym, chce nam uświadomić, że każdy człowiek ochrzczony zaproszony jest nie tylko do wzywania imienia Bożego, nie tylko ma prawo do korzystania z opieki Opatrzności, ale każdy obywatel Królestwa Niebieskiego zaproszony jest do osobistego dialogu z Bogiem. Dialogu w którym człowiek otwiera swoje serce przed Stwórcą i z ufnością szuka Jego Woli, która nigdy nie zagraża rozwojowi człowieka ani osobistej drodze do szczęścia.

Przychodząc na Eucharystię, która jest niezwykłą Ucztą Słowa Bożego i Ciała Chrystusa, nie wystarczy tylko znaleźć czas, tylko odpowiednio się ubrać, tylko zająć miejsce w ławce. Najpierw trzeba koniecznie zastanowić się, o czym chcę rozmawiać z Królem, który zaprasza mnie do współpracy.


ks. Tomasz Raćkos SDS