logo
Środa, 23 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok C - 12 niedziela zwykła

A ty za kogo Mnie uważasz?
Magdalena 2004-06-20
Za 12,10-11; Ga 3,26-29; Lk 9,18-24
Przypuszczam, że większość czytających ten komentarz usłyszała kiedyś w duszy pytanie Jezusa: 'A ty za kogo Mnie uważasz?' Myślę również, że większość z nas zna radość ogarniającą nas, gdy z czystym sumieniem i zgodnie z prawdą odczuwalną każdą cząstką naszego serca, z łaski Ducha Świętego możemy odpowiedzieć: ‘Jezus, Pan mój i Bóg mój’. Znamy to szczęście, które wiąże się z wyznaniem wiary w Jezusa. Radość z określenia siebie jako chrześcijanina, z przynależności do Jezusa, z zadeklarowania Mu swojej miłości, wierności, zaufania. Poczucie bezpieczeństwa wynikające z oddania się w służbę Temu, który jest nieskończonym dobrem i cierpliwością, który nigdy nie zawiedzie, nie odrzuci, nie zostawi. Który własną śmiercią pokazał, jak wiele dla Niego znaczymy. Niektórzy protestanci uważają, że samo wyznanie wiary w Jezusa jest już gwarancją naszego zbawienia. Wcale im się nie dziwię - pamiętam dobrze ten moment, kiedy miłość Chrystusowa przepełniła tak bardzo moje serce, że z głębi duszy wyrwało się moje pierwsze świadome wyznanie wiary. To było rzeczywiste poczucie zbawienia, autentyczny przedsmak raju. Poczucie szczęścia przeszywające na wskroś i unoszące nad ziemią jeszcze przez wiele miesięcy. Jednak wiara w Bóstwo Jezusa nie może opierać się tylko na deklaracjach i uczuciach, choćby najpiękniejszych, najszczerszych i najgorliwszych. Dzisiejsza Ewangelia stawia fundamentalną kwestię: 'Jestem chrześcijaninem. I co dalej?'
 
"Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!" - mówi Jezus. Naśladować Jezusa. Stawać się takim, jak On. Zaprzeć się samego siebie. Wyrzec się swojego ego i zastąpić je Chrystusem, zrobić miejsce dla Chrystusa, "przyoblec się w Chrystusa". EGO-centryzm zastąpić CHRYSTO-centryzmem. Nauczyć się postrzegać siebie, świat, otaczających nas ludzi oczami Chrystusa, sercem Chrystusa. Dlaczego mój świat jest egocentryczny, a nie chrystocentryczny? Dlatego, że wciąż z własnej woli poddaję się moim siedmiu największym ułomnościom, określonym w Katechizmie nazwą siedmiu grzechów głównych. One są moim ego-systemem, odpowiadają potrzebom mojego ‘ja’, zaciekle walczą o mnie z Chrystusem, przeszkadzają w rzeczywistym przyobleczeniu się w Chrystusa. Jezus na deklarację Piotra odpowiada: "Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie." Moje siedem grzechów głównych chce mnie ustrzec przed Chrystusowym cierpieniem: bólem, upokorzeniem, śmiercią. Jeśli poddam się im, by zachować życie - stracę je; zachowam życie wówczas, kiedy stracę je z powodu Chrystusa.
 
Nieczystość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, lenistwo - to mój hedonizm. To nieustanna pokusa, by dogadzać swemu ciału, dbałość o to, by zaspokoić każdą jego zachciankę. W Wielkim Poście siedziałam wygodnie w miękkim fotelu w ciepłej, klimatyzowanej sali kinowej i oglądając 'Pasję' płakałam nad ciężarem Ofiary Chrystusa. Jednak nazajutrz zdarzyło się, że poproszona o pomoc, odburknęłam: 'dajcie mi święty spokój, cały dzień pracowałam, jestem zmęczona i idę spać.' A Jezus przypomina: "...niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!"
 
Chciwość, zazdrość, gniew - to mój stosunek do bliźnich. Pamiętam z 'Pasji' tę scenę, kiedy Bóg, Stwórca tego świata i ludzi na nim żyjących, od wieków wyczekiwany Zbawiciel, staje w świątyni przed arcykapłanem. Wcielony Oblubieniec przychodzi do swej Oblubienicy i zostaje przez nią opluty, pobity i wydany na śmierć w ręce pogan. Stoi wyszydzony Bóg - i nie grzmi. A ja wciąż grzmię, chociaż nikt na mnie nie pluje. Wciąż poddaję się mojej złości, i to mój gniew rządzi mną, a nie ja nim. A Jezus przypomina: "...Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!"
 
Pycha. Królowa ułomności ludzkich, miara, kryterium i pożywka egocentryzmu. Najtrwalsze i najbardziej brzemienne w skutkach znamię grzechu naszych prarodziców, przeklęta pamiątka posłuszeństwa okazanego szatanowi. Czai się wszędzie, zewsząd czyha, atakuje na każdym polu. Niezawodnie obecna zawsze, gdy udaje mi się oprzeć pokusie. Podpowiada: 'sama to osiągnęłaś, bez niczyjej pomocy'. Jak cień idzie za każdym dobrym uczynkiem. Jej nieustanną asystę szczególnie odczuwam w kościele: nachalnie wtrąca się do modlitwy, zawsze ma coś do powiedzenia przy pokutowaniu, stała towarzyszka w mojej parafialnej działalności. Często skutecznie próbuje wykorzystać każdą cnotę, nawet pokorę, której jest przeciwieństwem. Nigdy nasza pycha nie rozkwita bardziej, niż wtedy, gdy wyrasta na cnocie. Jest najcięższą bronią szatana w walce o nasze dusze. A Jezus przypomina: :"...uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem..."
 
Boję się Jezusowego cierpienia - dlatego wciąż ulegam moim ułomnościom. Moje upadki świadczą o tym, że wciąż bardziej ufam sobie, niż Jezusowej obietnicy, iż „kto straci swe życie z Jego powodu, ten je zachowa”. O wiele łatwiej jest mi wyznawać wiarę, niż wyrzec się siebie, niż trwać w wierze, cierpieć za wiarę, umierać za wiarę. Łatwiej mi kochać Pana w pieśniach, w modlitwie i w czynnościach, które sprawiają przyjemność, niż w odrzuceniu od świata, w przyjmowaniu uderzeń, dźwiganiu z Nim krzyża i umieraniu na Golgocie. Łatwiej pójść za triumfującym Chrystusem zmartwychwstałym, niż za Chrystusem umierającym dla mojego zbawienia. Chrześcijaństwo jest wiarą pełną radości i nadziei – ma wiele aspektów dających niekłamaną, autentyczną radość Bożą. To właśnie wyznanie wiary, to skuteczna ewangelizacja, to efektywna działalność parafialna. Ale w służbie Bogu równie ważna jest gotowość na przyjęcie trudności: czasem wiarę trzeba wyznać w towarzystwie, które z powodu wiary zlekceważy nas i odrzuci; czasem o skutkach naszej ewangelizacji - wg zasady "jeden sieje, a drugi zbiera" - nie dowiemy się nigdy; czasem społeczność parafialna nie doceni naszych wysiłków. Takie trudności i nasza wobec nich postawa wyznaczają cienką linię, która w naszym sumieniu odgradza dwa cele wykluczające się wzajemnie: czy w realizacji mojej wiary służę Jezusowi, czy sobie? Nasze sumienie powinno weryfikować i definiować źródło naszej radości: czy jest nim rzeczywista służba Bogu, bezinteresowna i równie gotowa na przyjęcie przyjemności jak i cierpienia, czy jest nim służba swojemu ego przy posługiwaniu się wiarą, dla zapewnienia sobie duchowych uniesień, satysfakcji, samozadowolenia, zaszczytów? Czy służę Bogu, czy moim zasadom, które w pewnych punktach zbiegają się z nauką Bożą?
 
Zaprzeć się samej siebie... Przyoblec się w Chrystusa... Własnym wysiłkiem nigdy tego nie osiągnę. Przemieni mnie Jezus – źródło wody żywej; ‘w Nim moja siła, nie jestem sam’. Otwartość na Łaskę, wsłuchiwanie się w Słowo Boże, trwanie we wspólnocie Kościoła – to moja pomoc od Boga. I Eucharystia - ona mnie z Nim jednoczy. Ona upodabnia mnie do Niego, daje siłę, by bardziej ufać Jemu niż sobie, by mówić „nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” . O, zbawcza Hostio...
 
Magdalena