logo
Środa, 23 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Uroczystości i Święta - Święto Podwyższenia Krzyża (14 wrzesnia)

Dwie skrzyżowane belki
Ks. Mateusz Nowak 2005-09-14
Lb 21,4-9; J 3,13-17
Około roku 400 żył w jaskini na Libanie pobożny pustelnik, który pokutował za grzechy młodości. Przed wejściem do groty postawił krzyż, by zatamować drogę wszystkim złym duchom. Jednakże pewnej nocy przyśnił mu się diabeł, który rozwinął przed nim długi papier z wykazem jego grzechów. „To jest rachunek” powiedział złośliwie. Pustelnik przeżegnał się  i odpowiedział: „A to skitowanie”. W tej chwili papier rozpadł się, a widzenie znikło.
 
Krzyż... 2 poprzecznie zbite belki, które stały się narzędziem okrutnej śmierci Chrystusa, ale zarazem symbolem Jego zwycięstwa nad szatanem i grzechem. Drzewo Krzyża, na którym zawisł Jezus zaginęło w roku 70, kiedy to armia rzymska zburzyła Jerozolimę. Dopiero po prawie III wiekach matka cesarza Konstantyna, Helena, odnalazła go 14.09.320 roku. Ku uczczenia tego faktu powstało święto Podwyższenia Krzyż, które dziś obchodzimy. Od tej pory krzyż definitywnie stał się znakiem rozpoznawczym chrześcijaństwa. Myślę, że dzisiejszy dzień, nasz odpust parafialny, jest dobą okazją dla każdego z nas do refleksji: czym jest dla mnie krzyż, co on oznacza w moim życiu?
 
Dzisiejsze I czytanie przedstawia nam wywyższenie węża na pustyni. Każdy, kto na niego spojrzał, został ocalony od jadu węży i od niechybnej śmierci. Jest to zapowiedź prawdziwego zbawienia, które dokonało się na drzewie krzyża. Sam Chrystus mówi o tym w rozmowie z Nikodemem – zbawienie dokona się przez wywyższenie syna Człowieczego, czyli przez krzyż. To właśnie krzyż sprawił, że nasze grzechy rozwiały się jak kartka z grzechami pustelnika. Tylko trzeba jeszcze każdemu z nas uznać ten fakt i przyjąć go sercem. Pan Bóg nie może zbawić człowieka bez samego człowieka. Potrzebna jest decyzja przyjęcia zbawienia w swoim sercu.
 
Słowo „krzyż” weszło do naszego języka jako synonim cierpienia, ale nie każdego, tylko tego, które jest podejmowane w duchu wiary. a więc krzyż utożsamił się przede wszystkim z bólem, co jest naturalne. Ale jeśli tylko tak będziemy patrzeć na krzyż, to jak byśmy uznali, że to cierpienie jest nieuniknionym oraz ostatecznym wymiarem życia. Warto więc przypomnieć, że istnieją przynajmniej 2 różne tradycje przedstawiania krzyża. Jedna z nich, to dobrze nam znana tradycja zachodnia, przedstawia ciało cierpiące Chrystusa na krzyżu. Druga z nich to tradycja prawosławna. Nie umieszcza ona cierpiącego ciała, ale jest to zawsze Jezus już uwielbiony, królujący, wywyższony. Prawosławny krzyż jest ikoną – jako krzyż przypomina o nieuniknioności cierpienia, ale wskazuje dalej na zbawienie, które się przez ten krzyż dokonało oraz królowanie, jakie nam zostało obiecane. 
 
Krzyż w życiu każdego z nas nie jest sprawa wcale łatwą. Buntujemy się, nie chcemy dźwigać naszych codziennych krzyży, obowiązków. Pamiętajmy o jednym, że Jezus biorąc swój krzyż na ramiona wziął także i nasze krzyże. Gdy to sobie uzmysłowimy, to może będzie nam nie tyle lżej, ale będziemy mieć świadomość, iż jest Ktoś, kto nam pomaga. Patrząc z drugiej strony dźwigając nasze krzyże niesiemy Jego krzyż. Jesteśmy jak Cyrenejczyk, jak Weronika ocieramy twarz Chrystusa na Drodze Krzyżowej. Przykładem niech będzie dla nas Jan Paweł II, który do końca z pogodą ducha dźwigał krzyż „kluczy św. Piotra”, a w swojej prywatnej kaplicy w Watykanie przy stacji V drogi krzyżowej miast Szymona  z Cyreny wstawił swoja postać...
 
Krzyż jest mostem nad przepaścią śmierci i potępienia. Im większy, tym pewniej się po nim stąpa na drodze ku niebu. Trzeba na ten ów most wkroczyć z wiarą, że nie idzie się samemu, ale że On jest blisko i w razie upadku czy straty poczucia równowagi chwyta za rękę i pomaga przejść na druga stronę. 
 
Dwie skrzyżowane belki... Oto Twój amulet. Niepozłacana ozdoba, trochę za duża. Przytrzymaj! Zapomniałem... masz obolałe dłonie. Nie, może lepiej włożyć na ramiona. Ciężki? Nie mów, że ciężki, przecież w nim ukryły się wszystkie krzyże wszystkich ludzi świata. Czy o nim mówiłeś w słowach: „Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie”? Chodźmy, w drogę. Co mówisz? „Jeśli kto chce iść za Mną niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i naśladuje Mnie”. Boję się krzyża, krzyża obecnych godzin, krzyża Twoich decyzji wbrew mnie samemu, krzyża bólu, niepowodzenia, szarych dni, samotności. Robię wszystko, aby zetrzeć z mego życia stygmat cierpienia. A kiedy to się nie udaje, zastygam w niemym proteście. I buntuję się. Dlaczego nie rzuciłeś swego krzyża na drodze Chryste? Dlaczego nie zepchnąłeś go do rowu i nie uciekłeś, przecież mogłeś. Teraz miałbym wytłumaczenie, aby porzucić własny. A Ty przyjąłeś na siebie to, czego tak bardzo się lękam, czy naprawdę nie ma innej drogi do Ciebie niż przez krzyż? Przyjąłeś krzyż, aby wszystkie krzyże człowieka ocalić od bezsensu. Przyjąłeś krzyż, by zasłonić mnie, grzesznika.
 
Ks. Mateusz Nowak
Kcynia 14.09.2005