logo
Środa, 23 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok B - Adwent - 3 niedziela

Moje szczęście zależy od tego, kim jestem
Ks. Tomasz Raćkos SDS 2008-12-14
Iz 61,1-2.10-11; 1 Tes 5,16-24; J 1,6-8.19-28
Przez wiele wieków chrześcijanie mieli zwyczaj grzebać swoich zmarłych w bezpośrednim sąsiedztwie świątyni, blisko miejsca sprawowania Eucharystii. Stąd do dziś przy wielu starych kościołach można spotkać cmentarze. Są kraje, w których ten zwyczaj praktykowany jest do dziś. Kilka lat temu podróżując przez południową Szwajcarię zatrzymałem się w małej miejscowości, w której kościół otoczony był jednakowymi cmentarnymi krzyżami wykonanymi z drewna. Początkowo myślałem, że jest to tylko wyraz umiłowania porządku przez tamtejszych mieszkańców.
 
Kiedy podszedłem bliżej, okazało się, że na każdym z kilkuset krzyży znajdowała się jednakowych rozmiarów tablica z nazwiskiem, datą urodzin i śmierci oraz z prostym rysunkiem, który określał, kim był zmarły. Rysunek, wypalony na drewnie, nawiązywał najczęściej do zawodu lub zainteresowań konkretnego człowieka. Można było tam spotkać wizerunek rolnika rzucającego ziarno lub idącego za pługiem, tu i tam widziałem wygrawerowany traktor albo nowoczesną ciężarówkę do transportu międzynarodowego, narysowany budynek szkoły, atrybuty łowieckie, wędkarskie, narysowany sklep albo częściej kontury domu i sylwetkę stojącej przy nim gospodyni.
 
Spacerując po cmentarzu jednakowych krzyży z wizerunkami, bardzo szybko mogłem zorientować się, kim byli zmarli mieszkańcy tamtej wioski, czym się zajmowali, co było pasją ich życia. Tamte proste rysunki nad poszczególnymi grobami przemawiały do mojej wyobraźni, w pewnym stopniu wyjaśniały, w jaki sposób tamci ludzie służyli swoim bliźnim. Określały tożsamość pochowanych tam ludzi.
 
Liturgia słowa zaprasza nas dzisiaj nad Jordan, by spotkać tam Jana Chrzciciela i tłumy jego słuchaczy. Tym razem zechciejmy zatrzymać się w naszych rozważaniach przy Janie Chrzcicielu, który jest natarczywie pytany o własną tożsamość. „Kim ty jesteś? Co mówisz samo sobie?”.
 
Zauważmy, że w odpowiedzi Jan nie wymienia miejsca swojego pochodzenia, zawodu albo ukończonych szkół. On określa siebie względem Jezusa Mesjasza, na którego z wiarą oczekuje. „Jestem głosem wołającym na pustyni”. Jestem tylko głosem. Głosem ze względu na Tego, który ma przyjść po mnie. Ze względu na Mesjasza.
 
I chociaż na podobne pytanie: „kim jesteś?”, dzisiejszy człowiek mógłby mówić dużo: o swoim pochodzeniu, wykształceniu, doświadczeniu, o posiadanym majątku, określonej pozycji społecznej, o kontaktach, o sprawowanej władzy lub popularności, to z pewnością każdy musiałby się dłużej zastanowić, jak określić siebie przy pomocy jednego zdania, jednego słowa.
 
Podziwiam, że udało się to zrobić mieszkańcom tamtej małej miejscowości, w której każdą zmarłą osobę określono jednym, symbolicznym rysunkiem. Ten rysunek – wyrażający często proste codzienne czynności – tym większą miał wartość, że znajdował się na tle krzyża. Tak jakby miał informować, że ten konkretny człowiek był rolnikiem albo kierowcą, sprzedwacą lub nauczycielem, ojcem czy matka rodziny nie tylko z przypadku, ale także ze względu na Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał.
 
Bo chrześcijanin, to ktoś więcej niż tylko dobry człowiek, fachowiec, uczciwy mąż czy obywatel. Chrześcijanin to człowiek podobny do tysięcy innych, ale to zarazem ten, który podobnie jak Jan Chrzciciel, zaprasza do swojego życia, swojej codzienności Jezusa Chrystusa. To właśnie Chrystus pozwala dopiero zrozumieć mi sens mojego życia, pracy, sens moich życiowych sukcesów i niepowodzeń. Dopiero w nawiązaniu do Jezusa Chrystusa mogę określić: kim jestem i dokąd zmierza moje życie?
 
Wtedy dopiero zaczynam rozumieć, że radość i szczęście w życiu człowieka nie zawsze zależą od pieniędzy, układów, prowadzonych interesów i szybkości podejmowania decyzji.
Jan Chrzciciel zapytany o tożsamość nazwał siebie tylko GŁOSEM. Głosem innym od tych, które na co dzień otaczają człowieka. Głosem, który nie bał się ani nie wstydził wyróżniać się spośród innych głosów, które w każdej epoce nakłaniały do kupna, zysku, do przemocy, albo do komfortu czy przyjemności. Jan Chrzciciel był głosem, który brzmiał i grzmiał ze względu na Jezusa Chrystusa.
 
W połowie adwentu odważnie zadajmy sobie pytanie: jakim zdaniem, jakim słowem lub symbolem mógłbym określić siebie przed Jezusem Chrystusem? Właśnie od tej odpowiedzi zależy moja radość i moje prawdziwe szczęście.
 
Ks. Tomasz Raćkos SDS