logo
Środa, 16 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok B - 6 Niedziela Wielkanocna

Trwać w miłości
O. Andrzej Prugar OFMConv 2009-05-17
Dz 10,25-26.34-35.44-48; 1 J 4,7-10; J 15,9-17
Na ulicach Krakowa coraz więcej zwiedzających miasto. We franciszkańskiej bazylice z witrażami Stanisława Wyspiańskiego również ludzi sporo. Charakterystyczne, iż coraz więcej ludzi posiada aparaty fotograficzne i z wielka uwagą wyszukuje i utrwala zabytki, widoki, obrazy. Utrwalamy coraz chętniej i wracamy, aby wspominać piękne obrazy, wydarzenia, przeżycia. Czyni to człowiek ponieważ ma coraz lepsze możliwości. Jak jednak utrwalać, trwać w tym, co najważniejsze – jeśli  najważniejsza jest miłość? (1 Kor 13,13).
 
Jezus wzywa: „Trwajcie w mojej miłości” (J 15,9). Jak rozumieć tę miłość i jak w niej trwać? Miłość, o której mówi Jezus, św. Jan określa słowem „agape”: całkowity dar z siebie i pragnienie dobra dla drugiego, aż po oddanie życia: „Nikt nie ma większej miłości, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół” (J 15,13). Ale miłość Boga to także miłość „eros” – przypomniał nam Benedykt XVI w Encyklice Deus Caritas est jak i w Liście w 2007 r. na Wielki Post, który jest „streszczeniem” Encykliki. O ile „agape” to pragnienie dobra dla drugiej osoby to „eros” oznacza miłość osoby, która pragnie posiąść to, czego jej brakuje. Pytanie: czy Bogu „czegoś” brakuje? Teksty biblijne (np. Oz 3,1-3) pokazują, że miłość (zarówno „eros” jak i „agape”) znajdują się w sercu Boga i tak właśnie kocha nas Bóg. Jezus jest „najbardziej wstrząsającym objawieniem miłości Boga – tej miłości, w której eros i agape bynajmniej się sobie nie przeciwstawiają, lecz jedno rzuca światło na drugie. Na krzyżu sam Bóg żebrze o miłość swojego stworzenia – jest spragniony miłości każdego z nas… jedynie taka miłość, w której bezinteresowny dar z siebie łączy się z gorącym pragnieniem wzajemności, daje owo upojenie, które sprawia, że najcięższe ciężary stają się lekkie” (z Listu na Wielki Post 2007 r. „Będą patrzeć na Tego, którego przebili (J 19,37)”.
 
Chrześcijaństwo w swojej istocie to język i czyn miłości, współczucia, miłosierdzia. Taki jest Jezus w życiu, słowach, na krzyżu i po zmartwychwstaniu pragnie żyć w Kościele i swoich uczniach. W książce Abrahama Joshua Heschela: „Bóg poszukujący człowieka” na samym początku czytamy bardzo ważne słowa: „Upadek religii nie wynikał stąd, że została odrzucona, lecz stąd, ze stała się nieistotna, zwietrzała, przygniatająca, mdła. Kiedy wiarę całkowicie zastępuje system wierzeń, miejsce czci zajmuje doktryna, a miejsce miłości – zwyczaj podszyty rutyną… kiedy wiara staje się raczej dziedzictwem niż żywym źródłem; gdy religia przemawia bardziej w imię autorytetu niż głosem współczucia – jej przesłanie traci znaczenie” (Kraków 2007, s.9). W tym tekście, również my chrześcijanie, odnajdujemy źródła naszego skostnienia i twardości serca.
 
Jezus sam podpowiada jak rozwijać, podtrzymywać, trwać w Jego miłości: „Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości” (J 15,10). Nie chodzi tylko o Dekalog, ale każde słowo Jezusa, które ściśle łączy się z Jego postawą – czynem. Bo Bóg kiedy mówi to jednocześnie „staje się”: „I rzekł Bóg: niech się stanie światłość. I stała się światłość” (Rdz 1,3). Zachowywanie słów, dialog i posłuszeństwo słowu to trwanie w Jego miłości. Stajemy się wtedy przyjaciółmi Boga! Przyjaciel nie zakrywa nic przed przyjacielem. Nic nie zakrył Jezus przed nami, co usłyszał od Boga. Nie jesteśmy więc niewolnikami-sługami, którzy otrzymali tylko rozkazy, ale przyjaciółmi mającymi dostęp do wszystkich słów miłości: „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15).
 
Być przyjacielem Boga… z Nim radować się i smucić. Z Nim walczyć i wygrywać. Z Nim szukać i ocalać. Jego troskę uczynić swoją, ponieważ On moją troskę i smutek uczynił swoim: „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1J 4,10).
 
Tak pojęta miłość zyskuje niezwykła dynamikę i trwałość. Religia przemawia żywym słowem i czynem współczucia. Pozwala to, a nawet przynagla, by wychodzić i dzielić się miłością Boga. Przecież On kocha każdego, ale nie każdy jeszcze o tym wie. Św. Piotr pod natchnieniem Ducha Miłości idzie do domu żołnierza Korneliusza. Wyznał św. Piotr w domu Korneliusza: „Bóg mi pokazał, że nie wolno żadnego człowieka uważać za skażonego lub nieczystego” (Dz 10,28). Każdy jest dla Boga ważny i oczekiwany. Każdy spragniony Jego miłości, którą przez Jezusa – Ojciec ofiarować chce każdemu! Dlatego kiedy św. Piotr zaczął opowiadać Dobrą Nowinę o Jezusie „Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali nauki. I zdumieli się wierni pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Piotrem, że dar Ducha Świętego wylany został także na pogan” (Dz 10,44-45).
 
Miłości – w przeciwieństwie do fotografowania – nie da się utrwalić nawet serią zdjęć. Miłość można utrwalać jedynie słowami, czynami, które są posłuszeństwem Jezusowi. To rzeczywistość niedająca się „zatrzymać” w kadrze! Raczej każdą osobę, wydarzenie zanurza w niepojętej miłości Boga do każdego człowieka. Każdy kto raz jej doświadczy odkrywa, że religia to nie teoria, wszystko staje się nowe, a ciężary - lekkie.
 
O. Andrzej Prugar OFMConv