logo
Środa, 23 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok C - 29 niedziela zwykła

Walka modlitwy
Ks. Tomasz Raćkos SDS 2004-10-17
Wj 17,8-13; 2 Tm 3,14-4,2; Lk 18,1-8
Wszyscy codziennie doświadczamy, że jesień jest porą roku, charakteryzującą się bardzo częstymi zmianami pogody. Dlatego, pewnie każdy, przed wyjściem z ciepłego mieszkania zastanawia się, jak odpowiednio się ubrać. Najczęściej, wyglądając przez okno, chcemy zobaczyć, jakie jest niebo i jak ubrani są inni ludzie. Ale chyba najwięcej o pogodzie dnia może „powiedzieć” nam temperatura i dlatego często tak bywa, że wysokość słupka w termometrze decyduje o tym, co zakładamy na siebie. Dzięki temperaturze wiemy, jaka jest pogoda.
 
Jako chrześcijanie wielokrotnie podkreślamy, że o prawdziwej wartości człowieka decydują nie tylko oceny zewnętrzne dotyczące jego wyglądu, sprawności, wykształcenia czy zamożności, ale także życie wewnętrzne opisywane kategoriami psychicznymi i duchowymi.
 
Mówiąc o „wnętrzu”, warto sobie uświadomić, że tak jak wyznacznikiem jakości pogody jest codzienna temperatura powietrza, tak wyznacznikiem jakości życia duchowego człowieka jest jego modlitwa, czyli zdolność kontaktowania się z Bogiem. Katechizm przypomina tę prawdę krótkim zdaniem:
Modlimy się tak jak żyjemy, ponieważ tak żyjemy, jak się modlimy” (KKK 2725).
Modlitwa i życie codzienne są ze sobą nierozerwalnie powiązane i wzajemnie się przenikają. Jednak wiele wskazuje na to, że w naszej epoce człowiek ma sporo problemów z modlitwą i często bywa nią rozczarowany. Przy czym, najczęściej przeszkadza mu brak natychmiastowych efektów modlitwy. Żyjąc bowiem w czasach rozwiniętej techniki, szybkich środków komunikacji i wygodnych urządzeń sterowanych kilkoma przyciskami pilota, przyzwyczailiśmy się do oglądania szybkich efektów naszego wysiłku czy pracy. Z modlitwą jest jednak inaczej. Okazuje się, że nie wystarczy tylko przyjść do kościoła, tylko uklęknąć, tylko przedstawić swoją sprawę...
 
Modlitwa bowiem, podobnie jak miłość, wymaga czasu. Michel Quoist – jeden z popularnych autorów rozważań modlitewnych – pisał:
Modlić się – znaczy przystanąć, złożyć Bogu swój dar czasu, każdego dnia, każdego tygodnia…”
Czas ofiarowany Bogu jest podstawą, punktem wyjścia do dobrej modlitwy. Ale człowiek XXI w., niestety ma problem z tzw. „zatrzymaniem się”. Ciągle się śpieszy. Zawsze jest spóźniony. Zakładając zegarek na rękę, jest przekonany, że panuje nad czasem, a w rzeczywistości jest niewolnikiem czasu.
Sam czas przeznaczony na modlitwę to jednak jeszcze nie wszystko. Dzisiejsza Ewangelia „mówi” nam o modlitwie coś znacznie więcej, niż tylko to, że jest ona czasem spotkania, czuwania czy dialogu z Bogiem. W świetle odczytanych tekstów, modlitwa przedstawiona jest jako walka.
 
Bynajmniej, nie jest to walka człowieka z Bogiem, która przypominałaby pertraktacje z prezesem dobroczynnej fundacji. Jednak: MODLITWA JEST WALKĄ.  Walką człowieka - podobną do wysiłku wojowników zmagających się w bitwie z Amalekitami, czy do wytrwałości wierzącej wdowy, która odniosła zwycięstwo nad niewierzącym i początkowo obojętnym sędzią.
 
Z pierwszego czytania jasno wynika, że rola modlącego się Mojżesza w odniesieniu zwycięstwa nad Amalekitami była decydująca. Podobnie wytrwałość i determinacja, z jaką wdowa przedstawiała swoją prośbę, przyczyniła się do zmiany początkowo nieprzychylnego urzędnika, który z „z ludźmi się nie liczył”. Ostatecznie został on pokonany przez pozornie bezbronną, samotną kobietę.
 
Dlatego, chyba nie przypadkowo, wielu świętych uważało, że:
Modlitwa jest największą siłą świata”.
Siłą mocniejszą od układów, pieniędzy i karabinów, siłą która realnie może zmienić nas i otaczającą nas, trudną rzeczywistość.
Skoro można utożsamiać modlitwę z walką i przeciwnikiem w tej walce nie jest Bóg, to z kim walczy człowiek na modlitwie?
 
Otóż, paradoksalnie przeciwnikiem człowieka w walce modlitwy jest on sam, tzn. na modlitwie ludzie walczą z własną ograniczonością, słabością, przywiązaniem do wad i do grzechu. Taką rzeczywistość odkrywa w sobie człowiek modlący się i często staje się ona przyczyną osobistego niezadowolenia. W ten sposób ktoś dochodzi do wniosku, że skoro modlitwa jest trudna i nie daje mu satysfakcji, to jest stratą czasu i zaczyna jej unikać. U wielu odchodzenie od modlitwy, która nie jest czymś łatwym ze względu na konieczność pracy nad sobą, dokonuje się głównie w okresie młodości, kiedy to człowiek często bardziej liczy na swoją sprawność fizyczną i intelektualną niż duchową.
 
Kolejnym przeciwnikiem człowieka w walce modlitwy jest zły duch, nieprzyjaciel człowieka i Boga, który posługując się pięknem rzeczy stworzonych skutecznie odciąga ludzi od poszukiwania wartości duchowych. Szatan w swojej przebiegłości posługuje się szeregiem okoliczności zewnętrznych, które nie sprzyjają szukaniu Boga w modlitwie. Czasami są to piętrzące się trudności podobne do wojsk przeciwnika, który wydaje się silniejszy. Taki lęk odczuwali zapewne Izraelici przed walką z Amalekitami. Innym razem przeszkodą na drodze rozwoju duchowego jest osoba bezwzględna, przebiegła i pozbawiona wrażliwości na los bliźnich, zupełnie podobnie jak ewangeliczny sędzia.
 
W odpowiedzi na trudności, które spotykają człowieka na drodze autentycznej modlitwy, w dzisiejszej Ewangelii Jezus wskazuje nam trzy ważne zasady, które powinny być zawsze stosowane w taktyce walki duchowej.
 
Pierwszą jest WYTRWAŁOŚĆ. Jezus mówi o niej bezpośrednio: „uczniowie powinni zawsze się modlić i nie ustawać”. Zatem nie zwalniajmy się zbyt łatwo z czasu poświęconego modlitwie, szczególnie wtedy, gdy wydaje się ona być czymś trudnym i bezowocnym.
 
Drugą jest POKORA na modlitwie, czyli bezwarunkowe oddawanie siebie, swoich spraw Bogu. Całkowite zdanie się na Jego wolę. Bóg zawsze opiekuje się człowiekiem w perspektywie całego ludzkiego życia i jeśli nawet poszczególne sprawy nie układają się po myśl człowieka, nie jest to jeszcze powód do buntowania się przeciwko Bogu. Zauważmy, że wdowa pokornie przyznała się przed sędzią do swojej bezradności wobec przeciwnika. Ona uznała granicę swoich możliwości i dlatego zwróciła się o pomoc.
 
Wreszcie ostatnią zasadą dobrej taktyki w walce modlitewnej jest WIARA człowieka, wyrażająca się w zdolności zawierzenia siebie Bogu. Bez wiary nie ma prawdziwej modlitwy. Bez wiary człowiek w ziemskim życiu nie jest w stanie kontaktować się z Bogiem swoim Stwórcą i dlatego Chrystus pyta z niepokojem o wiarę ludzi naszego pokolenia.
 
Wytrwałość, pokora i wiara stanowią główne wyznaczniki dobrej modlitwy. Dobrej tzn. takiej, która zmienia nie tyle wolę Pana Boga – gdyż On nie popełnia błędów – ale zmienia serce człowieka.
 
W miesiącu październiku, kiedy często patrzymy na termometr za oknem, zechciejmy także wziąć do ręki różaniec, by tym razem zapytać siebie o „temperaturę” życia duchowego. Na ile moja praktyka modlitewna zmienia mnie, moje życie, mój sposób myślenia i patrzenia na otaczających mnie ludzi i zewnętrzną rzeczywistość?
 
Pamiętajmy, że modlitwa osobista może być łatwa albo trudna, krótka albo długa, jednak w każdym przypadku modlitwa koniecznie musi zmieniać wnętrze człowieka, bo w przeciwnym razie nie będzie modlitwą walki, tzn. nie będzie dobrą modlitwą.
 
Ks. Tomasz Raćkos SDS