logo
Środa, 16 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok C - 19 niedziela zwykła

Jakim głosem się kierować?
Ks. Tomasz Chudy SDS 2010-08-08
Mdr 18,6-9; Hbr 11,1-2.8-19; Lk 12,32-48

Toniemy dzisiaj w potoku słów. Piękne okrągłe słowa padają zewsząd. W tej wielości informacji ludzki umysł ma coraz więcej kłopotów, by to wszystko uporządkować. Coraz częściej pojawia się tez pytanie: Komu wierzyć? Którą informację traktować jako prawdziwą, skoro okazuje się, że dziś tak łatwo jest zmanipulować umysł kłamliwym przekazem. Jednak w tym świecie żyję jako chrześcijanin, przez Sakrament Chrztu stałem się dzieckiem Bożym, zostałem włączony do Wspólnoty, której fundamentem jest Zbawiciel Jezus Chrystus. On odchodząc z tej ziemi wypełniwszy wolę Ojca, powiedział: Oto Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20). Dowodem na potwierdzenie tych słów jest niedzielne eucharystyczne zgromadzenie wiernych, w którym prawdziwie i rzeczywiście obecny jest Bóg w swoim Słowie i Eucharystii.

Dzisiejsza Liturgia nie jest sprawowana w ciemności jak Pasterka o północy, czy Wigilia Paschalna o zmierzchu. A jednak wokół Kościoła jako Ludu Bożego da się wyczuć jakiś dziwny mrok, przypominający nocne ciemności. Gdy brak światła, człowiek błądzi, nie znajduje drogi, kluczy po omacku szukając właściwej drogi. W gąszczu rozmaitych informacji przekazywanych ustami dostojników Kościoła, opisujących rzeczywistość w której wszyscy żyjemy, człowiek należący ciałem i duchem do Chrystusa, próbuje znaleźć odpowiedź na proste, wydawałoby się pytanie: Kogo słuchać? Jakim głosem się kierować?

We fragmencie Księgi Mądrości odnajdujemy zdanie, które mówi: Noc ową oznajmiono wcześniej naszym ojcom, by nabrali otuchy, wiedząc niechybnie, jakim przysięgom zawierzyli. Brzmi to jak uprzedzająca zapowiedź tragicznych wydarzeń, w których człowiek będzie potrzebował otuchy, wsparcia, umocnienia, pewności, że swoją wiarę oparł na właściwym Autorytecie. W historii zbawienia takich nocy nie brakowało. Naród Wybrany był uprowadzany, trzymany w niewoli, podbijany przez obce mocarstwa. Kilka wersów dalej w tej samej księdze czytamy: Także na sprawiedliwych przyszła próba śmierci, doszło na pustyni do zagłady wielu, ale gniew ten nie był długotrwały. Spiesznie bowiem wystąpił w obronie Mąż Nienaganny, niosąc broń swojej posługi: modlitwę i przebłagalną ofiarę kadzielną. Stawił czoło gniewowi, położył kres klęsce, okazawszy, że Twoim jest sługą (Mdr 18, 20-21).

Można niekiedy usłyszeć z rozmaitych ust, że chrześcijanie potrzebują żyć w atmosferze zagrożenia, lęku o swoją tożsamość i bezpieczeństwo, bo tylko wtedy są zdolni do okazania posłuszeństwa nadrzędnym wartościom i potrafią je obronić. To jedna z wielu opinii, która nie musi być prawdziwa. Jednak w świetle zacytowanego wyżej tekstu wyraźnie widać, że wobec niebezpieczeństwa a nawet zagrożenia śmiercią, występuje w obronie "Mąż Nienaganny", którego bronią jest posługa modlitwy i ofiara, a skutkiem tej walki kres położony klęsce, ratunek i wyzwolenie. "Mąż nienaganny" nazwany został sługą.

Podobny obraz znajdujemy w Wieczerniku, gdzie Jezus Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy żegna się ze swoimi uczniami przed wydarzeniami, które mają nastąpić: zdradą, pojmaniem, nocnym procesem, ukrzyżowaniem i śmiercią. Te wydarzenia to los, który człowiek zgotował Bogu - swojemu Stwórcy. Tak postąpiła ludzkość, która nie rozpoznała czasu swego nawiedzenia, która nie chciała przyznać, że znajduje się w ciemnościach pod panowaniem nocy grzechu. Upojona złem i nieświadoma zagrożenia posłała swojego Zbawiciela na krzyż.

W Wieczerniku widzimy Jezusa jako Sługę, który umywa nogi apostołom jeszcze nie rozumiejącym tej chwili. Za chwilę otrzymają sakramentalna moc, aby w Eucharystii zagwarantować na ziemi obecność Jezusa aż do Jego powtórnego przyjścia. Tchórzliwy Piotr już niedługo przekona się, że jest skałą, na której wyrastać będzie Chrystusowy Kościół, którego już piekło nie będzie w stanie zniszczyć.

Jezus mówi dziś do nas, abyśmy byli gotowi, byśmy się spodziewali przyjścia Jezusa. Niektórzy ludzie spekulują o dacie końca świata obserwując apokaliptyczne światowe wydarzenia.

Nie mogę dziś nie zapytać: Co zrobić, aby być gotowym? Odpowiedź można znaleźć we fragmencie Listu do Hebrajczyków, gdzie czytamy o wierze, która jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy (Hbr11,1).

Aby być gotowym na spotkanie z Jezusem, trzeba Mu uwierzyć, że w tym świecie, coraz trudniejszym do zaakceptowania z ewangelicznego punktu widzenia, On jest obecny, czysty i święty, którego noc grzechu człowieka już nie ogarnia, bo tę noc pokonał porankiem i światłem Zmartwychwstania. Potrzebujemy być gotowi, czego symbolem są przepasane biodra i zapalona pochodnia czyli dojrzała wiara całkowicie polegająca na oddaniu Jezusowi wszystkich przestrzeni mojego życia: osobistych, zawodowych, społecznych czy publicznych, jeżeli w takowych się poruszam. Taka wiara pozwoli rozpoznać czy to naprawdę Jezus puka do moich drzwi i bez wahania Jemu je otworzyć.

Ks. Tomasz Chudy SDS

  Inne homilie na tę niedzielę