logo
Środa, 16 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok C - 17 niedziela zwykła

Pragnienia dziecka Bożego
kl. Łukasz 2013-07-28
Rdz 18,20-32; Kol 2,12-14; Lk 11,1-13

Minęły już czasy widoku tłumów ludzi, którzy stojąc przy stoiskach bazaru-Stadionu Dziesięciolecia targowali się o cenę ze sprzedawcami zza granicy. Można było wówczas usłyszeć wiele naleciałości językowych, żywych gestów. Celem każdego z kupujących było nabycie towaru jak najtaniej, lecz sprzedający także chciał  zarobić na towarze jak najwięcej. Relacja kupujący – sprzedający zdawała się być podobna do przeciwników przeciągających linę na swoją stronę.


W niedzielnym pierwszym czytaniu możemy także odczuć, że Abraham „targował się” z Panem Bogiem. Przedmiotem owego „targu” stała się Sodoma i Gomora. Trzeba najpierw zwrócić uwagę na to, że Abraham nie prosił za siebie – co więcej odważył się pytać Boga o coraz to niższe cyfry sprawiedliwych mieszkańców tychże miast. „Targ” Abrahama różni się od tego zwyczajnego, który możemy spotkać codziennie na bazarze: Abraham pyta Boga nie dlatego, że ma w tym jakiś własny interes, lecz dlatego ponieważ czuje się odpowiedzialny za tych  spośród mieszkańców Sodomy i Gomory, którzy tak jak on uwierzyli Bogu. Abraham prosił Boga, aby nie zniszczył miast ze względu na ich sprawiedliwych mieszkańców – trzeba było tylko ustalić ich liczbę.  Widzimy coraz to niższe liczby, lecz zatrzymują się one na 10 sprawiedliwych – dlaczego więc Abraham nie prosi o pięciu, a nawet jednego sprawiedliwego?  To Abraham zatrzymuje ów targ, bo wie, że wyprosił już dużo, nie pyta dalej, pewnie ma nadzieje, że znajdzie owych 10 sprawiedliwych (niestety ich nie znajduje). Nie lubię pytań z serii: „co było gdyby?” lecz w tym przypadku pozwoli ono zobrazować nam pewną prawdę. Co by było gdyby jednak cyfra zatrzymała się na 50, 40 lub Bóg pozostałby nieugięty już na początkową prośbę Abrahama? Jedni powiedzieli by, że Abraham odwróciłby się „na pięcie” i został pierwszym działaczem anty- (jeszcze nie „kościelnym”, gdyż Kościoła jako takiego jeszcze nie było). Widzimy jednak z wcześniejszej relacji Abrahama z Bogiem, że już wcześniej wierzy on Bogu, który obiecuje mu to, co po ludzku stać się nie mogło:  że z żoną Sarą, podeszłą w latach tak jak on, będzie miał syna. Rozmowa z Bogiem dla Abrahama wiązała się zawsze z konkretną odpowiedzią Boga. Nie zawsze odpowiedzią, która by była zgodna z planami Abrahama. Jak dowiadujemy się później z dalszej części księgi Rodzaju owe miasta zostają zburzone – nie znalazło się 10 sprawiedliwych.


Dialogi Abrahama z Bogiem to nic innego jak jego modlitwy. Jezus daje mi w Ewangelii wzór modlitwy: krótkiej, a zarazem bardzo głębokiej, dlatego warto zadać sobie medytując pytania, które się na nią składają.  Na początku – „Ojcze, niech się święci imię Twoje” – Tato, ja wierzę, że JESTEŚ! Dobrze – ale jak ja „święcę Imię Twoje?” Czy uświęcam tym Imieniem mój dzień, a w sposób szczególny niedzielę? Mówię potem: „niech przyjdzie Twoje królestwo” – co jednak ja robię, żeby się do niego zbliżyć? Być może moje życie nie jest zbyt „królewskie”: zamiast w białych szatach niewinności, gronostajach dobrych uczynków chodzę w brudnych łachmanach grzechu. Sam czuje, że nie jest to „strój” na miarę komnat niebiańskich a tym bardziej nie jest to „wizytówka” tego królestwa tu, na ziemi. Prośba, dotycząca „chleba powszedniego” zdaje się być oczywista – bo chleb jest niezbędny do normalnego funkcjonowania człowieka. Czasem jednak mogę „złapać się” na tym, że pod szyld „chleba powszedniego” wkładam to, co niekonieczne jest mi niezbędne do życia. Chleb powszedni jest to coś, bez czego nie mogę przeżyć – czym się karmię, aby żyć. Jak bym się więc zachował, gdyby zabrakło mi kablówki czy Internetu?  Myślę, że prośbę: „I przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy, każdemu, kto nam zawini” dobrze ukazuje nam przykład życia znanej piosenkarki Eleni: wybaczyła ona mężczyźnie, który zabił jej córkę. Dla mnie ta kobieta mogła by być dobrą ilustracją tej prośby Modlitwy Pańskiej. Ostatnia już z próśb Modlitwy Pańskiej: „I nie dopuść, byśmy ulegli pokusie”. Chyba każdy boi się grzechu – bo same pokusy wydają się być nieraz bardzo przyjemne, przynajmniej na początku – sprawiają takie złudzenie. Bronić od pokus to nie dopuszczać takich złudzeń, których nie jestem w stanie odeprzeć.


Najbardziej zaskakującym jednak wydaję się koniec rozważanego fragmentu „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”. Spodziewalibyśmy się innego zakończenia, wcześniej wymieniane są dobra ziemskie lecz na końcu Jezus nie wspomina o nowym samochodzie, komputerze czy konsoli do gier. Modlitwa chrześcijanina to modlitwa wspomagana przez Ducha Świętego, który jest najcenniejszym darem Jezusa. Bóg nie jest „skrzynką życzeń”, która spełnia wszystkie marzenia, ale nie jest też takim ojcem, który głodnemu dziecku podałby skorpiona. Duch Święty pozwala mi dostrzega moje prawdziwe potrzeby, które widzi Bóg i zgodnie z nimi daje mi to, co dla mnie dobre. Mimo że bardzo pragnę nowego auta być może w tej chwili jego posiadanie nie jest dla mnie dobre, bo utwierdziłbym się w mojej pysze? Moje różnorakie „głody” są być może tylko złudzeniami. Duchu Święty pomagaj mi widzieć moje prawdziwe pragnienia dziecka Bożego.

 

kl. Łukasz
WSD Diecezji Elbląskiej

 

 

Inne homilie na tę niedziele
__________________________________________________________________________________________
Propozycje kazań można wysyłać na adres: redakcja@katolik.pl