logo
Środa, 23 czerwca 2021
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok C - 29 niedziela zwykła

Ręce opadają?
kl. Łukasz 2013-10-20
Wj 17,8-13; 2 Tm 3,14-4,2; Łk 18,1-8

Często zdarza się mi się mówić, kiedy jestem już zmęczony albo nie mogę rozwiązać jakiejś sprawy, że „ręce mi już opadają”. Są w życiu trudne sytuacje, kiedy nie potrafię znaleźć odpowiedzi na pytania – a wręcz szukanie ich w emocjach, niejako na „siłę” przyniosło by mi więcej szkody niż pożytku. Przychodzą chwile, kiedy trzeba stanąć nad mogiłą nagle zmarłej młodej osoby, spotkać się z pogrążoną w żałobie rodziną. W takich chwilach słowa pociechy w stylu „będzie dobrze” czy  jeśli było to dziecko – „będziecie mieli następne” na pewno nie pomogą. W takich przypadkach wystarczy samo bycie połączone z uczynkami miłosierdzia (pomoc materialna, czy w procedurach urzędowych itd. ) oraz modlitwą. To bycie przy potrzebujących musi być przygotowane na poświęcenie – czasu, być może związane z pracą, co za tym idzie – z pieniędzmi. Pojawia się tutaj potrzeba wytrwałości – choć będzie trzeba zmierzyć się z emocjami, być może nawet z niewdzięcznością czy odrzuceniem pomocy. „Pomogłem im w trudnych chwilach – a teraz odwrócili się ode mnie i jak tu być dobrym dla ludzi?” - takie sytuacje mnożą jednak zamknięcie się na innych. Liturgia Słowa 29 Niedzieli zwykłej stawia przed nami cnotę wytrwałości, której przykłady znajdujemy w czytaniach mszalnych. W życiu codziennym i duchowym wytrwałość jest cnotą bardzo potrzebną. „Rozpocząć dobrze - to nie wszystko; zbawienie duszy jest obiecane tylko wytrwałości (…) Aby potrzymać szlachetność początkowej gorliwości konieczne są: czujność i modlitwa – napisał Pius XII.


Wytrwałość w życiu chrześcijanina


Mojżesz był przewodnikiem, namaszczonym przez samego Boga na przewodnika ludu Izraela. W pierwszym czytaniu widzimy dwa obrazy – walczących z Amalekitami Izraelitów oraz Mojżesza, modlącego się za walczącymi. Izraelici wygrywali, póki Mojżesz miał wzniesione ręce. Człowiek jednak wycieńczony trudami pustynnej drogi ma zmniejszoną odporność na wysiłek – Mojżesz zaczął słabnąć. Na pomoc pośpieszyli Aaron i Chur – pomoc ta pozwoliła wygrać bitwę. Przewodnik Izraela nie jest herosem, nie czującym bólu – potrzebuje pomocy innych.  Amalekici dopadają Izraela z Nienacka – jak często i mnie grzech. Dziś naszymi przewodnikami w rozmaitych bitwach naszego życia są kapłani, którzy mimo wybrania i namaszczenia bożego pozostają również ludźmi, narażonymi na zmęczenie i upadki. W mediach często słyszy się o skandalach w udziałem duchowieństwa – warto wówczas zamiast osądzać pomyśleć: czy i jak wspieram moich kapłanów w ich pracy, trudnościach, smutkach? Izraelici również szemrali przeciwko Mojżeszowi – bo dłużyła się im pustynna droga (twierdzili nawet, że lepiej by im było w Egipcie). Człowiek od zawsze chciał wszystkiego „tu i teraz” – szemrania rodziły się przede wszystkim z braku wytrwałości. Wierni są podporą kapłaństwa hierarchicznego – wszyscy „walczymy w jednej drużynie”, idąc do wspólnego celu – nieba.


Wytrwałość w słuchaniu i głoszeniu Słowa Bożego


W drugim czytaniu św. Paweł piszę do Tymoteusza – młodego wiekiem, lecz wykształconego. W dzisiejszych czasach wykształcenie jest ważne – bez języka obcego i wyższego wykształcenia ciężko jest znaleźć dobrą pracę. Rynek edukacyjny jest bardzo szeroki i częściowo komercyjny, naukę traktuję się więc jako usługę – nauczyciela tym samym jako rzemieślnika. Brakuje szacunku do tych, którzy przekazują wiedzę. Święty Paweł zachęca Tymoteusza do trwania w tym, czego się nauczył. Motywacją do tego ma być wspomnienie nauczyciela – autora listu, który przecież z wielką gorliwością przygotowywał Tymoteusza do pracy apostolskiej. Łatwiej jest pobudzać pierwotną gorliwość niż od nowa budować fundamenty, dlatego ważne jest, by to rodzice byli pierwszymi katechetami dziecka. Wspomnienie mamy uczącej pacierza, czy ojca przewodzącego wieczerzy wigilijnej może stać się nieraz momentem zastanowienia w chwilach trudnych nad moim życiem duchowym. Nauczyciele zadają pracę domową – św. Paweł również, lecz w tym przypadki jest ona przeznaczona na całe życie, miejsce i czas- głoszenie nauki Chrystusa. Drugie czytanie zaprasza nas wraz z Tymoteuszem do odważnego głoszenia Chrystusa – „w porę i nie w porę”, ale z miłością. Dwa problemy, które dotykają mnie w głoszeniu Jezusa to lęk i brak miłości. Lęk pojawiaj się wtedy, kiedy mam mówić o Jezusie komuś, o kogo zabiegam relacje czy też obcej osobie, której nie znając – obawiam się. Brak miłości powoduje, że stawiam się ponad innymi, uznając ich za tylko ,,pogan” kierując do nich słowo, lecz pozbawione przykładu życia i wynikającej właśnie z miłości – autentycznej troski o ich zbawienie. Na owoce ewangelizacji trzeba czekać, przez jakiś są dostrzegalne tylko przez tego, który usłyszał Słowo Boże – ziarno Słowa musi „zakiełkować” w sercu. Zamknięte drzwi, uszy, odwrócenie - może się to pojawić, gdy zacznę głosić Jezusa. Gdy zrodzi się we mnie gniew - wiem, że muszę przypomnieć sobie moją pierwotną gorliwość, dając się ciągle ewangelizować. Może jednak i ja zamykam serce, gdy ktoś próbuje mi głosić Jezusa? Zamknięte serce na Słowo Boże powoduje stan „wierzę ale…” Działające Słowo Boże zaczyna działać na sumienie ( dotyka człowieka – jak mówi św. Paweł „uszy świeźbią”), lecz jest blokowane przez brak woli przyjęcia go w pełni – w stylu „wierzę w Boga ale nie uznaje za grzechu czynów homoseksualnych”. Św. Paweł zapowiada w Liście do Tymoteusza, że w wyniku braku wytrwałości pojawią się inni nauczyciele – widzimy dziś wspólnoty religijne, które określane są mianem chrześcijan – naginają kwestie moralne (aborcje, homoseksualizm itd.), zawarte w Słowie Bożym, stając się bardziej dostępne dla mas.


Wytrwałość w modlitwie


Jezus we fragmencie Ewangelii czytanym w 29 niedzielę zwykłą przytacza przypowieść, w której widzimy dwie postacie: ubogą wdowę i bogatego sędzię. Wdowa zwraca się do sędziego z błaganiem o obronę, choć nie ma pieniędzy, aby go opłacić. Sędzia nie chce wziąć jej w obronę – decyduje się na to dopiero wtedy, gdy wdowa mu się naprzykrza. Bogaty prawnik jest z pewnością wyznawcą tzw. świętego spokoju – powody jego aktu łaski nie są zbyt szlachetne. Chrystus w tej przypowieści ukazuje nam moc modlitwy i tym samym – miłość Boga, który chcę, aby Mu się „naprzykrzać” modlitwami, bo nas kocha. W modlitwie trzeba mi wytrwałości – Bóg nie jest natychmiastową skrzynką, gdzie za żeton wyskakuje mi pożądana rzecz. Muszę pamiętać przede wszystkim, że Bóg jest Osobą – moim Ojcem, który chcę dla mnie jak najlepiej. Ostatnie słowa tego fragmentu to pytanie: „Czy Syn Boży znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie” Warto samemu odpowiedzieć sobie na nie – przede wszystkim czy ufam mocy modlitwy? Modlitwa to prawdziwa relacja z Bogiem.  Od modlitwy zaczyna się wszystko – przemiana życia, życie w pełni chrześcijańskie. I ręce już nie będą opadać, gdy będę umacniał w sobie wiarę w to, że Pan jest blisko i słyszy mnie.


kleryk Łukasz
WSD Diecezji Elbląskiej